Dziś nieco zboczymy z kursu zegarowego, by pokazać, że dany wynalazek może na przestrzeni wieków ewoluować. I to jeszcze jak! Oglądamy właśnie niemiecki budzik HAU (Hamburg Amerikanische Uhrenfabrik) widniejący w katalogach pod nazwą SCHNELLENKONIG, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy Król Dzwonków. Ten piękny, miedziowany model był produkowany w latach 1908-1928. Dzięki sposobie na wykonanie tarczy i jej lakierowaniu (wcześniejsze były tylko papierowe lub tłoczone w papierze) można twierdzić, że pochodzi z roku około 1920. Budzik, jak to budzik – ale ten dzwonek! Umieszczony na dwóch mosiężnych wspierających mocowaniach był nie tylko duży, ale i bardzo głośny. Stąd jego dumna, królewska nazwa. I przy okazji dzisiejszego modelu o dzwonkach/dzwonach/e-dzwonkach dziś powiemy znacznie więcej.

Podświadomie wielu z nas umiejscawia dzwonki w starożytnych Chinach. I rzeczywiście pojawią się one tam już w XII wieku p.n.e. (w tzw. epoce czou). Pierwsze dzwonki było małe i bez… uczuć, nie posiadały bowiem serca – dźwięk wydobywano był przez uderzenie jakimś zewnętrznym przedmiotem. Dzwony z terenów Azji wędrowały kilka wieków, aż dotarły przez Egipt do Europy w okolicach VIII w. p.n.e. Co ciekawe dzwony z sercem zaczęto wytwarzać w Armenii mniej więcej w tym samym czasie. Od samego początku było ono odlewane z żelaza.

Łacińska nazwa dzwonu – campana pochodzi się od włoskiej prowincji Kampanii. Dlaczego? Właśnie tam występowały najlepsze złoża miedzi i jej najlepszy rodzaj „aes campanum”. Zatem miedziany korpus i żelazne serce to był wtedy idealny przepis na urządzenie dające określony dźwięk, dźwięk który w owych czasach był bardzo symboliczny – miał przede wszystkim chronić przed złem. Dźwięk dzwonka służył na przykład mnichom, wołając ich do modlitwy (wizerunek Świętego Antoniego Pustelnika ukazywany jest często właśnie z dzwonem w ręku). Mnisi egipscy „dodzwonili się” do zakonników irlandzkich i tak właśnie te dźwiękowe przyrządy zawitały m.in. do Galii i rozprzestrzeniły się po klasztorach Europy. Dźwięk dzwonka zawitał także poza murami kościelnymi. W starożytnym Rzymie ogłaszano nim np. otwarcie term, a w Pompejach ostrzegano przed niebezpieczeństwami takimi jak wybuch wulkanu – nie zawsze jednak miało to sens – pamiętając o wybuchu Wezuwiusza, który zniszczył to miasto w 79 roku n.e.. I to pomimo faktu, że Pompeje też leżały w… Kampanii i miały dostęp do najlepszej miedzi, a tym samym do najlepszych dzwonów ostrzegających…

Dzwony ewoluowały i zaczęto wykorzystywać je w nawet w życiu codziennym – np. do budzenia czy organizacji życia społeczności. Pomagały one zwoływać urzędników, sygnalizować pożar czy obwieszczać ważne wydarzenia lub upamiętniać dane osoby (np. Dzwon Zygmunta upamiętniający króla Zygmunta Starego). O tym, że dzwon był mocno związany z kościołem niech świadczy fakt, że po dziś dzień, szczególnie w mniejszych miejscowościach dzwoni się w związku ze śmiercią członka danej parafii. W nabożeństwach dzwoni się także kilka razy i wierzy przy tym, że dźwięk ten odgonić ma zło (kataklizmy, choroby czy po prostu złe duchy).

„Komu dzwonią, temu dzwonią…” śpiewał nieodżałowany Stanisław Grzesiuk. O tutaj:

I miał rację. Bo przez wiele wieków w kościelnym życiu codziennym odmawiano dzwonienia przy nabożeństwach żałobnych tym, którzy na to nie zasłużyli. Na przykład na dźwięk dzwonów nie mogli liczyć samobójcy. Człowiek bowiem według nauk kościelnych nie stworzył życia, więc sam nie ma praw go odebrać. Samobójstwo = grzech śmiertelny. Zatem samobójca nie mógł liczyć na pomoc dzwonów, które innym zmarłym miały utorować drogę do królestwa niebieskiego.

I tak właśnie dzwoniono przez wieki. Dzwonki w tym czasie zawitały pod zwykłe strzechy w postaci dzwonków zegarowych, najbardziej zadamawiając się w budzikach. Myli się jednak ten, który twierdzi, że to koniec dzwoniącego marszu przez historię. Dzwonek bowiem zaadaptowany został pod koniec XX wieku w urządzeniach takich jak telefony komórkowe. Swoisty e-dzwonek dalej budził, alarmował i wywoływał reakcje. Był wśród tych dźwięków jeden dzwonek, który wbił się w naszą historię wyjątkowo mocno.

Był to rok 1993, kiedy kierownictwo firmy Nokia poszukiwało loga dźwiękowego (dzwona), który będzie kojarzył się z ich urządzeniami. Po wielu poszukiwaniach wybrano skomponowany w 1902 roku utwór gitarowy Francisco Tárregi, a dokładnie fragment od 13 do 16 taktu.

Poznajecie już? Od trzynastej sekundy?

Wybrany motyw muzyczny pojawił sie w 1994 roku w kultowym telefonie Nokia 2110 jako dzwonek Type 8. I opanował wiele modeli Nokii. Pierwszy raz pojawił się w filmie reklamującym model 1011…

W 1997 roku przy premierze Nokii 6110 złożono hołd dla pierwotnego twórcy, a dźwięk Type 8 nazwano oficjalnie „Grande velse”.

Hołd nie trwał jednak zbyt długo, bo już w 1999 dzwonek ten nazwano po prostu Nokia Tune i jest on jednym z najbardziej znanych lotypytów dźwiękowych na świecie. I tak sobie działał, zmieniał wersje z mono na polifoniczną, aż przyszedł rok 2011 – zorganizowano wtedy konkurs na odświeżenie znanego dzwonka. I niestety powstała wersja dubstepowa włoskiego DJ-a Valerio Alessandro Sizzi…

Jak widać, albo jak słychać powyżej nie ma to już za dużo wspólnego z dzwonem, dzwonkiem budzika czy dzwonkiem pierwszych modeli Nokii.

Pocieszającym jest fakt, że Schnellekonig z naszej kolekcji dzwoni głośno i wyraźnie i żaden DJ tego nie zmieni 🙂

Zobaczcie jaki jest przepiękny! A na naszym Facebooku (http://facebook.com/Naczaspl) posłuchajcie jak dzwoni!

PS: Nasz model powstał z połączenia dwóch egzemplarzy, co obrazuje ostatnie zdjęcie w galerii poniżej.

Leave a comment