Dziś wielka ciekawostka wśród budzików. Ten potężny egzemplarz oznaczony na tarczy jako LE ROI A PARIS ma aż 23,5 cm wysokości. Zacznijmy właśnie od tej nazwy – Pan Król z Paryża, bo tak to brzmi w wolnym tłumaczeniu mógł pochodzić od znanej i cenionej we Francji rodziny zegarmistrzów Le Roy (Leroy & Cie=Leroy) działającej od…1756 roku. To stara nazwa, zmieniana w późniejszych czasach na Le Roi. Niemniej w owych późniejszych czasach, a mowa tu o końcu XIX i początku XX wieku oznaczano przydomkiem „Pan Król z Paryża” wiele zegarów. Niektórzy sprytni dystrybutorzy, jak i sami producenci posługiwali się tą nazwą, bo po prostu marketingowo była świetna. Paryż zawsze kojarzył się „dobrze”, a przy produkcji na inne rynki takie oznaczenie wzmacniało jego zagraniczne pochodzenie. Dlatego też pod nazwą Le roi a Paris bardzo często dystrybuowano różnych marek zegray na rynek wschodni, szczególnie do Rosji. Pod taką nazwą ukrywano takich producentów jak Junghans, HAU czy FMS. Dziwnym zbiegiem okoliczności były to zazwyczaj niemieckie marki, które w Rosji dużo lepiej sprzedawały się jako „Pan Król z Paryża” niż siermiężny w osłuchu Junghans…

Powróćmy jednak do tego egzemplarza. Budzik stylistyką, fontem i wskazówkami wydaje się pochodzić z początku XX wieku.  Jak na budzik jest bardzo masywny i dość solidnie wykonany. Dość nietypowe, bardzo rzadko spotykane logo w kształcie błyskawicy nie mówi zbyt wiele – ale niektóre głosy, które zebrałem mówią o tym, że niektóre odnogi Junghansa posługiwały się takim właśnie symbolem. Czy jest to Junghans? Otóż co nieco może powiedzieć nam mechanizm – ten jest mini mechanizmem, produkowanym dla różnych producentów. Więcej mówi nam tarcza na mechanizmie do ustawiania godziny alarmu – tutaj już jasno widać znane i cenione litery GF i już wiemy, że budzik wyszedł z warszawskiej fabryki Braci Fortwaengler ze słynnej ulicy Okopowej. Wygląda na to, że był on tworzony z zamówionych podzespołów i jest to raczej wytrów bardzo indywidualny niż katalogowe rozwiązanie. Solidna mosiężna obudowa, a w środku minaturowy wręcz mechanizm do którego dostęp mamy dzięki otwoeranym drzwiczkom sprawia wrażenie, że jest to specjalnie montowany model o niedużym nakładzie właśnie przez GF. Zatem mamy tutaj do czynienia z budzikiem, który produkowany był w Polsce, składany prawodopodobnie na niemieckim mechanizmie, a jego kupcem miał być ktoś, kogo porwie nazwa dystrybucyjna Pan Król z Paryża 🙂

Budzik niebawem powędruje do serwisu, gdzie mamy nadzieję uda się dorobić ładne szkło przednie, bo to jedyny element, którego brakuje. Reszta w bardzo dobrym stanie czeka na serwis, by cieszyć oko i z pewnością ucho solidnym alarmem.