Budziki dzielą się na te, które budzą i na te, które pobudzają. Bez wątpienia Junghans Universum jest tym drugim typem, a to z powodu walki o miano największego budzika na świecie. Mierzący bagatela… 295 mm budzik niemieckiego potentata był jednym z pierwszych wyprodukowanych egzemplarzy pod znanym logiem „Junghansa” z nową 8-ramienną gwiazdą. Wcześniej było tylko dość zagmatwane logo z orłem oraz przejściowa gwiazda 5-ramienna. Można ze śmiałością powiedzieć, że budzik to naoczny świadek rozpoczęcia marszu tej marki na podbój świata. Ten model bowiem datowany jest na rok 1890, co potwierdzać może jego obecność w katalogu z lata tego właśnie roku (załączam dwa zrzuty z orgyginału). W katalogu występują dwa rodzaje wielkiego Universum – jeden zwyczajny i drugi z kalendarzem. Nam do kolekcji trafił właśnie ten wyjątkowy, z kalendarzem na 31 dni.

Budzik jest w nienagannym stanie – chodzi, dzwoni i przestawia dni miesiąca. Dodatkowo jego niewątpliwym atutem jest orgyginalna tarcza, która po 131 latach prezentuje się po prostu perfekyjnie. Ona sama na sobie nie ma wybitego loga „J”, co świadczyć może, że to egzemplarz z pierwszych lat produkcji modelu.  Mechanizm budzika nieco oddstaje od wielkości puszki – jest bowiem po prostu mały jak na gabaryty całej obudowy. Niemniej o jego oryginalności świadczy wybity logotyp, którym zaczęto posługiwać się od 1890 roku właśnie, a na którym próżno czukać oznaczeń roku lub jego połówki (A lub B). W tych pierwszych latach produkcji masowej nadal nie oznaczano budzików datami produkcji, bo było ich nadal stosunkowo mało i były towarem nadal deficytowym. Co ciekawe, niektórzy z kolekcjonerów myślą, że posiadają Junghansa Universum, gdyż kilka modeli późniejszych (w tym znany Junghans Baby) wygląda bardzo podobnie do pierwowzoru. Różnica jest tu jednak dosłownie kolosalna. Junghans Baby jest od tego kolosa o jakieś 2/3 mniejszy. W tamtych czasach był to bez wątpienia jeden z największych budzików, które pojawiły się w katalogach. 

Wróćmy na chwilę do rycin katalogowych. Jak wspomniałem posiadane przeze mnie katalogi Junghansa skierowały mnie od razu do jednego z najstarszych posiadanych egzemplarzy w wersji elektronicznej, czyli do katalogu  „I. Thiel des Catalog’s von Gebruder Junghans Uhrenfabrik nach amerikanuschem System Schramberg – Wyrttemberg – Schwarzwald”. Katalog ten wydany został jako premierowy w lecie 1891 roku, ale obejmował już produkcje wykonane od 1980 roku pod nową gwiazdą „J”. Wewnątrz niego napotkamy na dwa modele Universum – nr katalogowy 1529 – zwyczajny chodzik bez dzwonka i tym samym funkcji budzika oraz – nr katalogowy 1530 1/4 w wersji 30-godzinnej z kalendarzem, który wyposażona została w dzwonek i tym samym występował z pełnoprawnym budzikiem. 

Junghans Universum – model kat. 1530 1/4 – z budzikiem i kalendarzem – w naszej kolekcji

Budzik wydaje się genialny w swojej prostocie. Prosta, trochę siermiężna puszka mosiężna jest niklowana. Z racji na to, że dekle tyle Junghansa bardzo często ulegały niszczeniu z powodu dość cieńkiej blachy postawiono przy odnionieniu tego egzemplarza na użycie głównie walorów zabezpieczających jego tył. Dzwonek umieszczony jest w środku – centralnie, aby dało się udczuć, że jest dużo mniejszy w porównaniu z całą konstrukucją. Dodatkowo występuje tzw. efekt zawieszenie, gdzie na na drewnianej ramie wisimy dość małych rozmiarów dzownek. Mamy także do czynienia  z mosiężnymi dodatkami. Jak wspomniałe cyferblat jest kartonowy z rzymskimi indeksami (godziny) i arabskimi indeksami (dni miesiąca). 

Jak jest z wielkością tego budzika? Czy rzeczywiście jest największy na świecie? Nie mówimy przecież o budziku – zegarze wodnym, którym Platon budził na swoje wykłady, ani też o dziwacznych konstrykcjach budzików-łóżek, które wyposażone w amortyzatory miały obudzić nawet umarlaka. Te były duże – ale czy wyglądały jak budzik? Mowa o kompaktowej i znanej formie osobistego urządzenia stojącego i odmierzającego czas, a także budzącego z dużą puntualnością. I bez wątpienia Junghans Universum jest w topie jeśli chodzi o wielkość. Blisko 30 centymetrów cykającego giganta to istna bomba wielkościowa wsród budzików. Na rynku pod zwględem wielkości traczy konkurencją dla niego mobły być tylko takie marki jak Westclock (wersja BigBen), L.L. Bean (też Big Ben) czy niektóre modele H.A.U. – ale te ostatnie tylko i wyłącznie dzięki swoim elementom nadbudowy takim jak dzwonki i drewniane postumenty. Junghans Universum to bez wątpienia kolos, na którego każdy spogląda z odpowiednią powagą. 

I na koniec ciekawostka, które być może kiedyś poświęcej trochę wiecej czasu. Wierzcie czy nie, ale w mojej rodzinie (nazwisko nie bez przyczyny to Naczas) są tzw. zegary rodzinne, które zatrzymują się w ważnych chwilach w życiu rodzinnym. Gdzieś kiedyś przeczytałem o magii takich rodzinnych artefaktów, że dzielą się one na dobre i złe wskaźniki danych wydarzeń. W rodzinnym domu stoi wielki drewniany, podłogowy zegarm marki F.M.S., który podobno zatrzymuje się jak ktoś umiera. Sam byłem świadkiem, gdy umarł mój dziadek Tadeuszu – zegar zatrzymał się dokładnie o godzinie, o której była wskazana na telegramie godzina śmierci dziadka. W rodzinie pamięta się też inne takie przypadki. Omawiany Junghans Universum pozostanie chyba rodzinnym dobrym duchem, ponieważ wszystko wskazuje na to, że on akurat jest tym dobrym zatrzymywaczem czasu – gościł bowiem jako eksponat na naszym ślubie i po porannym nakręceniu chodził dokładnie do godziny 16.40 – w tej właśnie minucie złożona została tak ważna dla nas przysięga małżeńska – zegar był zatem jej świadkiem. Dla nas to jednoznacznie pozytywne wydarzenie i mamy nadzieję, że to nasze #Univwersum będzie zatrzymywać się dla nas tylko w dobrym momentach!